Jestem świeżo po lekturze książki Erica-Emmanuela Schmitta Oskar i Pani Róża, która dogłębnie mnie poruszyła. Okazuje się czasami, że skromna objętościowo książka może zawierać w sobie więcej wartościowych treści aniżeli wielostronicowa powieść. Tę niezwykłą przypowieść można zaliczyć do kategorii książek biblioterapeutycznych. Dopiero teraz po nią sięgnęłam, chociaż już wcześniej słyszałam o niej same pozytywne komentarze. Moim zamiarem nie jest tworzenie opisu książki, gdyż jest to prawie niemożliwe z uwagi na to, co znajduje się między słowami na jej poszczególnych stronach.
W trakcie czytania, przez przypadek albo z ciekawości, zerknęłam na ostatnią stronę i dowiedziałam się, jakie jest zakończenie. To sprawiło że, kontynuując czytanie, jeszcze bardziej chłonęłam historię głównego bohatera, dziesięcioletniego Oskara. Poczułam, jak poruszająca opowieść o przyspieszonym dorastaniu młodego rezolutnego chłopca w obliczu śmiertelnej choroby, wnika w szczeliny wszelkiej obojętności i stopniowo uderza od środka.
Zachwyciło mnie to, jak linearnie rozwija się relacja Oskara z Bogiem, jak w cudowny sposób ugruntowuje się, jak początkowa niezgoda chłopca na przygnębiającą rzeczywistość ustępuje miejsca postawie dziękczynienia. I jeszcze na koniec to szczere wyznanie - Tylko Bóg ma prawo mnie obudzić. Coś pięknego.
Warto też wspomnieć, jak korzystny wpływ na daną osobę może mieć drugi człowiek. Taką rolę odegrała w książce tytułowa pani Róża, która poleciła Oskarowi napisać List do Pana Boga, co miało dla chłopca działanie oczyszczające. Z końcowych stron dowiadujemy się, iż opiekunka dzięki Oskarowi również doświadczyła Bożego działania, zyskując większą wiarę.
Życie jest ulotne jak piórko, o czym najczęściej przekonujemy się, konfrontując się z trudnymi wydarzeniami. Nauczyć się je doceniać bezwarunkowo - to zadanie na całe życie dla każdego z nas.
Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz